Ciekawe z czyjego polecenia. Czy aby przyzwolenie-polecenie nie wyszło z tego samego źródła które „namówiło” Donalda do rezygnacji z kandydowania na prezydenta? Bo komuś Bronek wydawał się stosowniejszy( nie mówcie mi o prawyborach i szansach Sikorskiego, on był tylko kukiełką dla mas…)..
Dzisiejszych zawirowań politycznych nie sposób czytać bez analizy tego co się w Polsce wydarzyło w 1989 roku. I wcześniej. Wtedy, kiedy skrupulatnie przygotowywano scenariusz pozornego przekazania władzy i bardzo realnego przejęcia majątku.
Czytałam wiele opracowań dot. lat transformacji. Bardzo wiele skrupulatne ukrywanych faktów z tamtych lat wyszło na jaw. O zasięgu wpływu ruskiej agentury w Polsce mogliśmy przeczytać w dokumentach zgromadzonych w książce Cenckiewicza” Długie ramię Moskwy.”. O grach i gierkach wojskowych jeszcze w latach 90-tych (z terrorystami i bronią z książki W. Gadowskiego i Wojciechowskiego „Tragarze trumien”. O bezczelnym pauperyzowaniu ludzi dla przejęcia kasy w „Z deszczu pod rynnę” prof.Jacka Tittenbruna.
Nikt jednak tak obrazowo i dosadnie nie opisał w kondensacie politycznej rzeczywistości ukształtowanej (i perfidnie realizowanej wbrew podstawowym interesom milionów Polaków) przez tych, którzy od lat bezkarnie przy pomocy zawładniętych i stworzonych przez siebie mediów i grupy stworzonych z własnego grona autorytetów – sprawują rząd dusz dzięki czemu bezkarnie prowadzą baranki na rzeź – jak zrobił to FYM w swojej książce Czerwona Strona Księżyca.( http://fymreport.polis2008.pl/wp-content/uploads/2012/02/FYM-cz-1.pdf)
„Czy można było nazywać „kapitalizmem” ustrój, w którym „klasę średnią” i „ekstraklasę” tworzyli przedstawiciele starej oraz (zbratanej z nią) nowej nomenklatury, nie zaś po prostu ludzie pracowici, przedsiębiorczy, zaradni i uczciwi? Można było. Nowomowa neopeerelu płynąca z mainstreamowych nowoczesnych kołchoźników nie dopuszczała żadnego głosu sprzeciwu wobec „koniecznych ekonomicznych reform” (czerwoni lub różowi momentami posługiwali się nawet argumentem-wytrychem „po pierwsze gospodarka”, tak jakby ta ostatnia nic z ich polityką nie miała wspólnego). Ci bowiem, którzy nie godzili się na nadzorowaną przez agenturę „transformację” prowadzącą w pierwszym rzędzie do uwłaszczania się nomenklatury i rozrastania się korupcji we wszelkich możliwych dziedzinach działalności publicznej, przedstawiani i traktowani byli w nowych reżimowych mediach jako ludzie „niedojrzali do demokracji”, „nierozumiejący kapitalizmu”, „nieodpowiedzialni”, „bojący się zmian”, „pozbawieni smykałki
biznesowej”, „chcący wiecznie żyć na garnuszku państwa”, „biedni, głupi i zawistni” etc. etc., a nawet, co już w ogole było szczytem neokomunistycznego zakłamania, „tęskniący za poprzednim ustrojem”. Argumentem-obuchem stało się twierdzenie o „nieuniknionych kosztach transformacji”, w których mieściło się dosłownie wszystko: inflacja, bezrobocie, emigracja zarobkowa, życie na kredyt, niskie płace, zadłużenie państwa, apatia społeczna, wzrost przestępczości, szara strefa, protesty rozmaitych grup zawodowych, pauperyzacja przeróżnych profesji (np. naukowoakademickich), upadek szkolnictwa, zabójczy ekonomicznie fiskalizm itd.
Pseudo-państwo jednak na takich właśnie podstawach... „zadziałało”. Machina zafunkcjonowała i właściwie mogła tak bezkolizyjnie i bezawaryjnie działać dalej, gdyby nie próby jej rozwalenia przez nieliczne ugrupowania o charakterzeantysystemowym.Za symptomatyczne należy uznać to, że po pierwszych wolnych wyborach z 1991 r., pierwszy rząd o autentycznie antykomunistycznym i sanacyjnym charakterze w stosunku do peerelowskich struktur pseudo-państwa, został obalony w przeciągu pół roku (grudzień 1991-czerwiec 1992), zanim nawet zdołał podnieść rękę na agenturę.
Później więc na długie lata zapanowała sielska, spokojna atmosfera w „III RP”, w której debata na łamach luksusowych pism dotyczyła np. tego, jakich wód toaletowych używa ten czy inny przedstawiciel politycznej, byznesowej czy „szołbyznesowej” „ekstraklasy”, aż do nadejścia w 2005r. „kaczystów”, ktorzy po wyborach parlamentarnych i prezydenckich „wzięli wszystko”, tzn.parlament, rząd i ośrodek prezydencki, co pozwoliło na rozpoczęcie drugiego antysystemowego podejścia do neokomunizmu m.in. w postaci powoływania nowych służb specjalnych i próby gruntownej reformy starych, zwłaszcza tych najbardziej newralgicznych, wcześniej nietykanych, tj.wojskówki. Po dwóch burzliwych latach doszło jednak do przegnania kaczystów z ław rządowych, a następnie (2007) do ekspresowej resowietyzacji służb.”(polecam gorąco całość !)
Aby machina mogła bezkolizyjnie zadziałać potrzebne były media. Nowe i z pozoru niezależne. Pewnie znajdzie się niedługo ktoś kto opisze dokładnie w jaki sposób i za czyje pieniądze te media powstawały. A także, kogo wykreowano w nich na dziennikarskich guru kształtujących gusta i poglądy miliony Polaków.
„Biblioteka premiera” przestaje działać perfekcyjnie: media wytykają Tuskowi zajęcia rekreacyjne w porze urzędowania(tenis), wożenie rządowymi limuzynami chłopaka jego córki, krótki tydzień pracy oraz liczne urlopy.
Za to rośnie medialnie rola Głowy Państwa, a na oficjalnych spotkaniach w sprawach państwowych Komorowski pojawia się z żoną… To nie przypadek. Jak przypadkiem nie był miłosny stosunek Bronka do WSI.
W Polsce przypadkowo wydarzyły się dwie rzeczy: rząd Olszewskiego i rządy Kaczyńskich. Oba sprawnie zostały unicestwione.
Mam wątpliwości co do wniosków ekipy FYM-a dot. przebiegu wydarzeń w Smoleńsku, natomiast chylę czoło przed wnikliwością analizy i wyłuskaniem okruchów prawdy z kłamstw serwowanych nam w związku z tym co wydarzyło się 10 kwietnia 2010 na Siewiernym.I doskonałym opisem konstrukcji mechanizmu manipulacji.
Bez względu na to, czy pójdziemy drogą Zespołu Parlamentarnego A. Macierewicza czy drogą FYMa i zwolenników pełnej maskirowki –jedno jest pewne: powołanie międzynarodowej Komisji w sprawie Tragedii smoleńskiej stało się palącą koniecznością.
Co chwilę dochodzą do nas nowe porażające informacje, jak choćby ta, ze nie było kolumny samochodów na płycie lotniska w Smoleńsku, symulacje zaprzeczające tezom prac Komisji rosyjskiej i polskiej, kolejne zastrzeżenia co do identyfikacji zwłok.
Wiemy, że nie było żadnej akcji ratunkowej, nie ma zdjęć i zapisów audiowizualnych z tego dnia.
Wbrew powszechnym praktykom filmowania wszystkiego co dotyczy tak koszmarnych katastrofy jak ta w Smoleńsku- mamy jedynie film polskiego montażysty i ..filmik 1.24…..
Nie widzimy nigdzie jeżdżących karetek, ludzi z noszami obchodzących skrupulatnie miejsce zdarzenia – nie było po co, skoro po kilkunastu minutach wszystkich przekonywano, że mija się to z celem skoro „wsie pogibli”. Może dlatego tak szybko pojawili się za to ludzie z trumnami*, do których (sposób dziwnie odbiegający od standardu postępowania) wkładano ciała i szczątki, które natychmiast wywożono do Moskwy.
Wybór Laska na nowego przewodniczącego PKBWL w świetle jego dotychczasowych wypowiedzi nie gwarantuje rzetelności ewentualnego ponownego badania przez to gremium. Wszak to ono „rozpoznało” głos śp. gen. Błasika w nagraniach w kokpicie.
Co ma Smoleńsk do gryzienia Tuska? Ano bardzo wiele. Tusk i jego otoczenie nie zdołało dokonać zamknięcia sprawy Smoleńska w oparach absurdów raportów MAK i Millera. Smoleńsk powraca w protestach z powodu ACTA, marszach rocznicowych itp.
Co i rusz przedostaje się do opinii publicznej wiedza o skali skandalicznych zaniedbań polskiego rządu w wyjaśnianiu tragedii z 10 kwietnia. A zbliża się już II rocznica od momentu, gdy Polska została pozbawiona jednym cięciem dowódców swojego wojska(w tym kilku szanowanych na Zachodzie dowódców NATO), Prezydenta i wielu najważniejszych postaci życia publicznego. Bez próby jej rzetelnego wyjaśnienia.Za to z niewiarygodnym tupetem rząd Tuska wmawiał społeczeństwu, że państwo ze swoich obowiązków w tym względzie zdało egzamin. I wydawało się już, ze ta narracja przejdzie.
Nie przeszła. Dzięki istnieniu niektórych dziennikarzy i wielu blogerów, którzy blisko dwa lata swojego życia poświęcili na dochodzenie do prawdy o Smoleńsku.
Gdyby nie Internet – MAK i ekipa Tuska mogłaby spać spokojnie. A prezydent Bul Komorowski (oby żył wiecznie!) nie musiałby martwić się o zrejestrowanie jego rozbawienia podczas oczekiwania na lotnisku Okęcie na trumny z ofiarami Smoleńska.
Nie udały się tez Tuskowi chytre manewry z powołaniem „gładkich” medialnie ministrów w dziedzinach w których musiało skrzeczeć i skrzeczy: przykra prawda coraz wyraźniej dociera do społeczeństwa: nie będzie dróg na Euro, dojazdy koleją będą stanowiły nie lada wyzwanie czasowe, a dworce zostały przykryte papierem marche. Arłukowicz firmuje póki co kłamliwe kretyństwa Kopacz.Tyle, że nie ma jej tupetu i chyba nie da rady wmawiać biedniejszym chorym, że ceny wielu specyfików dla nich miast stanieć podrożały.
Sam Arłukowicz stracił charyzmę obrońcy prawdy i rzetelności; wszak dał się kupić za kilkumiesięczną gażę ministra bez teki (pretekst: wykluczeni) w czasie gdy powiększa się lista wykluczonych….
Wybryki ekipy Tuska wychodzą w nagrodach dla urzędników HGW, Ministerstwa Sportu i innych urzędów państwowych – jak zwykle władza się wyżywia. I coraz trudniej bibliotekarzom z Kancelarii premiera udawać, że on za nic nie musi odpowiadać.
Musi. I odpowie. Za wszystkie kłamstwa. W tym to najpotworniejsze: smoleńskie. Odpowie on i wszyscy ,którzy w tym procederze uczestniczyli. To tylko kwestia czasu.
*Nie wiem skad sie wziely te trumny
Autor: xemxija☺ 11.04.10, 01:26
„Musze wiedziec, spokoju mi to nie daje. Czy jest jakis sklad trumien na okolicznosc wybuchu zarazy czy katastrofy, w kazdym miescie? Nie tylko w Rosji ale w kazdym kraju? Bo dzisiaj pokazywali, ze te trumny byly prawie identyczne, skad sie nagle 100 trumien identycznych znalazlo, akurat kolo Smolenska? Moze ktos wie?”





Sorry za off topic. Zamieściłem u Rolexa taką oto odpowiedź dla "Wiesławy". Dyskusja dotyczy niesłychanie silnej sugestii zamachu przeprowadzonego na polance przed progiem pasa (od wschodniej strony) lotniska Siewiernyj.
"Minister Siergiej Szojgu był na miejscu tragedii już 10 kwietnia. Pod jego nadzorem prowadzona była akcja "zabezpieczania" wraku, podczas której rosyjscy funkcjonariusze cięli fragmenty samolotu i wybijali szyby w jego oknach."
Taki fakt. Dla Pani jest to dowód, że niszczono wrak polskiego Tu-154M; że niszczono samolot, w którym zginęła cała polska Delegacja.
Dla mnie - ze względu na setki innych faktów - jest to kolejny dowód, że inscenizatorzy próbowali za wszelką cenę zwrócić uwagę na polankę na lotnisku Siewiernyj. I właśnie na ten wrak.
To oni przecież zapraszali na odpowiednie sesje zdjęciowe polskich, rosyjskich, albo białoruskich fotoreporterów i kamerzystów. To oni, inscenizatorzy, musieli zgrać w czasie wybijanie okienka we wraku, niszczenie tegoż wraku oraz obecność kamery.
Tym samym wzbudzali w Polsce silne emocje w pewnej części społeczeństwa, tym samym usiłowali w tej samej części społeczeństwa wzbudzić obraz zamachu przeprowadzonego właśnie w tym miejscu - na polance na lotnisku Siewiernyj. Po to zadbali o powstanie dokumentacji z niszczenia przez nich dowodów.
Po to też manipulowali czasem Zdarzenia, podając kilka możliwych momentów rozpoczęcia akcji. Od 08:30 do 08:56. Po to przerwali linię energetyczną i nagłośnili ten fakt. Na dodatek w czasie, który nie pasuje dzisiaj do żadnego scenariusza. Po to końcówkę skrzydła ułożyli w dzikim miejscu. W takim, które nie pasuje ani do złamanej pancernej brzozy, ani do zapisu FMS/TAWS. Po to stworzyli kilka wersji zapisów koncóweczki CVR (zamiast jednej), po to wysłali kopię zapisu FMS/TAWS do Redmond (mimo że nie musieli), po to ustawili fotoreporterów (własną agenturę) do fotografowania sceny wkręcania żarówek do reflektorów umieszczonych przed progiem pasa na Siewiernym, po to posadzili Wiśniewskiego w hotelu z oknami wychodzącymi na wschodnią stronę pasa, po to zniszczyli wszelkie zapisy radarowe, zapisy z wieży ...
Stworzyli nieskończoną ilość mocnych, silnie oddziaływujących na emocje faktów, by zasugerować Pani wersję zamachu wykonanego na polance, na lotnisku Siewiernyj.
A skoro tak bardzo starali się zasugerować Pani zamach w rozpadającym się samolocie przed progiem pasa lotniska Siewiernyj (od wschodniej strony), skoro stworzyli tyle faktów sugerujących dokonannie tam zamachu, to znaczy - przynajmniej w moim oczach - że za wszelką cenę próbowali uwiarygodnić przygotowaną tam wcześniej cyniczną inscenizację. Że żadnej katastrofy lotniczej na tej polance nie było. Stąd bierze się, jak sądzę, aż taka ilość wyprodukowanych przez funkcjonariuszy Putina sugestii. Sugestii zamachu przeprowadzonego na polance przed progiem pasa na lotnisku Siewiernyj.
Dla mnie to jeden w wielu dowodów, że była tam tylko inscenizacja. Że funkcjonariusze Putina usiłują nas wprowadzić w kanał. W ślepą uliczkę.
Pani, wraz z Nurnim, wraz z jakąś grupą blogerów, dała się zasugerować niezwykle silnie. Pani dała się wręcz ruskim zaczarować. Pani uważa inaczej. Jednak ze stworzeniem jakiejkolwiek spójnej hipotezy będzie miała Pani, po przyjęciu zasugerowanych Pani ruskich założeń, olbrzymi problem."
Zamieszczam, bo może się jeszcze przyda. Argumentów, że była na Siewiernym inscenizacja, maskirowka, jest oczywiście o wiele, wiele więcej.
serdecznie pozdrawiam